polityki i strategie
Partycypacja w obszarze środowiska – potrzebna tu i teraz
Ewa Stokłuska
W świetle badań opinii publicznej kwestie środowiskowe i klimatyczne nie zajmują czołowych miejsc wśród priorytetów, którymi – zdaniem Polek i Polaków – powinien zajmować się rząd. Za zdecydowanie ważniejsze uznajemy bezpieczeństwo państwa, ochronę zdrowia i bezpieczeństwo energetyczne. Wątki te są jednak stale obecne w debacie publicznej, często jako temat polaryzujący, budzący kontrowersje i wyznaczający osie sporów politycznych. Przykładem są choćby losy zmian w prawie mających ułatwić rozwój energetyki wiatrowej czy protesty wokół wdrażania zapisów Europejskiego Zielonego Ładu.
Co istotne, ta polaryzacja w dużej mierze napędzana jest przez polityków. Badania pokazują, że troska o klimat i środowisko raczej łączy Polaków, niż dzieli, niezależnie od ich indywidualnych wyborów politycznych. Jak wskazuje Fundacja More in Common, aż 89% z nas uznaje realność zmian klimatu, a większość (56%) zgadza się również z faktem, że są one spowodowane przez działalność człowieka[1]. Co więcej, ponad 60% badanych uważa, że przeciwdziałanie zmianom klimatu to dobra inwestycja środków publicznych, a 71% zgadza się ze stwierdzeniem, że należy chronić środowisko nawet kosztem spowolnienia gospodarki. Dzisiejsze spory nie dotyczą więc, jak się wydaje, pytania „czy chronić środowisko”, lecz raczej tego, jak, jakim kosztem i w jakim tempie to robić. Znaczące różnice w podejściach do działań prośrodowiskowych widoczne są m.in. jeśli chodzi o hierarchie priorytetów, akceptację dla kosztów proekologicznych zmian w politykach publicznych, czy gotowość mierzenia się z lękami społecznymi w tym obszarze.
Już od lat naukowcy i coraz liczniejsi politycy wskazują, że zmiany klimatu i degradacja środowiska należą do najpoważniejszych wyzwań współczesności[2]. Przez dekady po II wojnie światowej kwestie te pozostawały jednak na marginesie agendy politycznej. Dopiero podpisanie Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu w 1992 roku ugruntowało temat konieczności działań politycznych na rzecz zatrzymania zmian klimatu na arenie polityki międzynarodowej. Choć działania w tym obszarze podejmowane są, eufemistycznie rzecz ujmując, „niespiesznie”, nie sposób nie zauważyć, że zwłaszcza w Unii Europejskiej coraz silniej przebija się przekonanie, że polityki prośrodowiskowe nie są już luksusem, lecz koniecznością, bo stan środowiska bezpośrednio wpływa na ludzki dobrostan: bezpieczeństwo, zdrowie, stabilność społeczną. Żyjemy w społeczeństwie na tyle zamożnym, że jesteśmy w stanie ponosić różne koszty wprowadzania bardziej ekologicznych rozwiązań, np. związane z przechodzeniem na odnawialne źródła energii czy bardziej „zielonymi” rozwiązaniami technologicznymi. Musimy aktywnie zadbać o stan środowiska naturalnego we własnym interesie, bo rzutuje on na jakość naszego życia, chociażby poprzez nieprzewidywalność ekstremalnych zjawisk pogodowych, zagrożenie zalaniem części terenów wyspiarskich czy nasilenie migracji z rejonów, w których rosnące temperatury czy pustynnienie pogarszają warunki życia lokalnych społeczności. Zjawiska te wpływają na siebie w skali globalnej, ale nawet pojedyncze wybory konsumenckie – choćby użytkowanie samochodów spalinowych – wpływają na takie składowe naszego dobrostanu jak np. jakość powietrza w naszej okolicy. Tym samym – nie są to nigdy wyzwania wyłącznie indywidualne, ale wspólnotowe. I tak jak inne zagadnienia, które warunkują życie wspólnot – są mozaiką różnorodnych potrzeb i interesów oraz generują konflikty dotyczące sposobów ich adresowania.
Choć ochrona środowiska opiera się na wiedzy z obszaru nauk ścisłych, wiele decyzji publicznych w tym temacie pozostawia przestrzeń na dyskusję i alternatywne rozwiązania – zwłaszcza gdy w grę wchodzą nierówności społeczne związane kosztami i tempem tych zmian. Nie bez znaczenia jest tu również perspektywa kolejnych wyborów, dla większości polityków znacznie łatwiejsza do wyobrażenia niż dalekosiężne konsekwencje zmian klimatycznych. Ze wszystkich tych powodów kwestie środowiskowe są idealnym polem do działań partycypacyjnych. Dziś nie chodzi już bowiem wyłącznie o to, co robić, lecz także o to, jak podejmować decyzje w sprawie naszego wpływu na środowisko.
Wyzwania środowiskowe to dziś jedna z najważniejszych kwestii, o których muszą decydować wspólnoty polityczne – kraje, samorządy, ale też np. poszczególne instytucje, wokół których funkcjonują całe społeczności (np. szkoły, zakłady pracy, spółdzielnie mieszkaniowe). Choć na koniec decyzja może leżeć w gestii niewielkiego grona polityków posiadających do tego określony mandat, zawsze dotyka ona większej liczby osób, dla których wiąże się z kosztami gwałtownych zmian i koniecznością adaptacji do nowych sposobów zachowania. A konsekwencje tych zmian często rozłożone są w sposób pogłębiający nierówności, jak np. rezygnacja z wysokoemisyjnych sposobów ogrzewania, która podnosi koszty życia przede wszystkim osób najmniej zamożnych, które częściej korzystają z mniej ekologicznych, ale tańszych paliw i rozwiązań technologicznych. W takich okolicznościach szczególne znaczenie ma praktykowanie tego, co jest istotą partycypacji – budowania legitymizacji społecznej dla decyzji dotyczących ponadindywidualnych wyzwań za pomocą dialogu i wspólnego dochodzenia do rozwiązań. W taki sposób, by osoby tworzące daną wspólnotę miały szansę identyfikować się z ostatecznymi decyzjami, a przynajmniej lepiej je rozumieć.
Partycypacja ma dostarczać ludziom okazji do poczucia własnej sprawczości, możliwości wpływu na decyzje, których konsekwencje będą ponosić. Stworzenie takiej okazji jest tym istotniejsze, że coraz więcej zjawisk wokół nas zupełnie nam ją odbiera. Kwestie środowiskowe są akurat tym tematem, w którym sprawczość ma szansę mieć praktyczny wymiar: stan środowiska naturalnego wiąże się z konkretnymi działaniami ludzi, także na poziomie wspólnot lokalnych – począwszy od decyzji dotyczących wybieranych środków transportu czy samorządowych inwestycji w błękitno-zieloną infrastrukturę. Ogromną szansą na uruchomienie zaangażowania wokół tematów środowiskowych jest fakt, że coraz więcej osób ma własne doświadczenia, które mogą być punktem wyjścia do rozmów o przyczynach i konsekwencjach zmian w środowisku naturalnym – od odczuwalnego pogorszenia jakości powietrza w najbliższej okolicy, przez obserwowalne zmiany w warunkach pogodowych, aż po zmieniające się koszty energii.
W idealnym scenariuszu poczucie sprawczości płynące z doświadczeń partycypacyjnych pozwala na zbudowanie zaufania – do finalnych decyzji, ale i do innych członków wspólnoty, w której prowadzony był dialog – oraz sprzyja kształtowaniu współodpowiedzialności za decyzje, nawet jeśli nie są one w 100% zgodne z perspektywą wszystkich stron. Choć, oczywiście, nawet najbardziej wymyślne i najlepiej przygotowane narzędzie partycypacji nie da nigdy absolutnej gwarancji powodzenia, rozpoczęcie dialogu jest warunkiem niezbędnym, by w ogóle stworzyć szansę na uruchomienie takiego łańcucha zdarzeń. Bez tego pozostaniemy wyłącznie w trybach decyzji podejmowanych matematyczną większością głosów, która wydaje się ścieżką najszybszą i najmniej obciążającą, ale też najsilniej konserwuje nas w różnicach poglądów i poczuciu wygranej lub przegranej oraz związanych z nimi resentymentach. Transparentnie przeprowadzony proces partycypacyjny, którego częścią jest wymiana wiedzy, okazja do poznania różnych perspektyw na daną sprawę i klarowne kryteria wyboru ostatecznych rozwiązań, zwiększa szansę na wypracowanie i akceptację rozwiązań kompromisowych.
Choć partycypacja bywa krytykowana za wydłużanie procesów decyzyjnych, w obliczu kryzysu klimatycznego nie stać nas na rezygnację z dialogu. Zmiany środowiskowe spowodowane działaniami człowieka wymagają niewątpliwie szybkiej reakcji. Nie bez powodu zresztą znakomita część haseł proklimatycznych zawiera słowo now, nawołujące do podejmowania działań teraz, jak najszybciej (np. Climate Justice NOW, There Is No Planet B – Act NOW, Stop Fossil Fuels NOW). Szybkość decyzji jest ważna, ale bez społecznego zrozumienia i współodpowiedzialności będzie prowadzić do oporu i pogłębiania podziałów. Żaden proces partycypacyjny nie trwa koniec końców dłużej niż zbudowanie w ludziach autentycznego poczucia współodpowiedzialności za wspólnotę. Na to zawsze powinniśmy znaleźć czas. Dlatego potrzebujemy partycypacji w obszarze środowiska teraz, zanim będzie za późno.
[1] More in Common Polska, Polaryzacja a klimat, https://www.moreincommon.pl/fokus-na-klimat/artykuly/polaryzacja-a-klimat (dostęp: 1.02.2026).
[2] Za kluczowy dokument w tym kontekście uznaje się raport Restoring the Quality of Our Environment przygotowany dla administracji Prezydenta USA Lyndona Johnsona w 1965 roku, w którym wprost opisano możliwe zagrożenia wynikające ze wzrostu emisji CO₂ i konieczności podjęcia działań na rzecz ich ograniczenia.
